Każdy z nas nie raz zapewne w jakiś sposób został mniej lub bardziej świadomie "podpuszczony" do kompletnie niepotrzebnych zakupów.
Każdy z nas słyszał wielokroć hasła typu "telewizja kłamie" czy "przetnij wszystkie kable". Jaki zatem wpływ ma na nas - jako odbiorców - zjawisko medialnej papki, podającej często zupełnie sprzeczne ze sobą informacje? Czy można ufać portalom informacyjnym?
Czy chcąc kupić np. komputer - powinniśmy się kierować opiniami znalezionymi w Internecie?
Udzielić odpowiedzi na te pytania, bez przeprowadzenia gruntownych badań - mogę opisać tylko z perspektywy własnych obserwacji i temat oczywiście pozostawić otwartym - zachęcając tym samym do dyskusji na forum/w komentarzach.
Patrząc jako "ja".
Jakiś czas temu kupując laptopa i dysponując określonym budżetem, szukając takiej nie innej specyfikacji, stanąłem przed wyborem - jaka firma/jaki sklep/kto dysponuje najlepszym serwisem w razie
awarii. Trafiłem na najpopularniejsze w tym kraju forum użytkowników komputerów przenośnych: http://nhl.pl/ .
Użytkownicy dzielą się swoimi opiniami, można tam znaleźć setki recenzji sprzętu, uwag i przestróg gdzie kupować nie należy, opini o najuczciwszych i tych nieuczciwych sprzedawcach. Jednak... Czyż nie jest to właśnie idealne miejsce, by nieuczciwa firma opłacając daną osobę, podłożyła "pluskwę" forsującą pozytywne opinie o danych produktach? Oczywiście, że jest i - niestety - możliwość ta została szybko wykorzystana. Użytkownicy forum nazwami "wzmacniaczami", działający na rzecz firmy MSI zostali jednak szybko wykryci i usunięci, o czym
poczytamy tu: http://www.nhl.pl/index.php?showtopic=44971
Ilu ludzi dało się nabrać? Tego nikt nie policzy. Owszem, skutecznie ich usunięto - czy jednak mając świadomość takiej działalności będę mógł w pełni sugerować się w przyszłości takim rodzajem opinii? Nie sądzę. Pozostanę przeczulony na tym punkcie, tracąc zaufanie do sporej części tego, co do tej pory wiem o "niezawodności" i"ekskluzywności" niektórych marek. Niezbyt zachwycające. Pewien jestem, że w postawie takiej nie jestem sam. W tym momencie szybka wymiana informacji i opinii (główna zaleta Internetu!) zostaje przeze mnie podważona i w dużej mierze niewarta uwagi - minie pewnie jeszcze sporo czasu, zanim się z tego wyleczę. Tak to wygląda z perspektywy ja...
Jako "my"
A teraz coś o serwisach informacyjnych, których adresów jednak przytaczać nie trzeba - chodzi tu o te największe i najbardziej w Polsce popularne.
Zastanawiający jest fakt, iż pod każdą (teoretycznie) bardziej znaczącą informacją ze świata czy z kraju znaleźć można setki krytycznych komentarzy - od tych pisanych językiem wulgarnym, przez konstruktywną krytykę, aż po zjawisko zwane w Internecie jako "trolling" (zapoznanie się z tym terminem jest wielce wskazane). Opinii pozytywnych, przyznających piszącemu redaktorowi rację naprawdę nie ma, albo kompletnie giną one w gąszczu negacji.
Przestaje to dziwić, gdy zbada się wiarygodność pisanych newsów; doskonałym przykładem jest strona pewnej gazety, na której
dwa dni temu pojawiła się informacja o tragicznej i smutnej śmierci przywódcy Korei Północnej, o cierpieniu koreańskiego narodu i jego łączeniu się w bólu i łzach. Oczywiście ktoś nagle zapomniał jakim okrutnym tyranem i mordercą był Kim Dzong Il, z pewnością tłumacząc na język polski niesprawdzone informacje, bezrefleksyjnie wrzucając je na stronę główną. Świadczy to także o ewidentnej nieznajomości historii i sytuacji politycznej przez redaktora. Wiadomość została oczywiście szybko zmieniona i poprawiona - niesmak jednak pozostaje...
Pozostaje też pytanie: ile "niepoprawionych" informacji znajduje się na tym, czy innym portalu?
I czy my - jako czytelnicy - możemy w ogóle traktować informacje tam zawarte za prawdziwe, czy są to kolejne wyniki bezmyślnych powtórek za serwisami zagranicznymi?
Czy nie stajemy się coraz bardziej podejrzliwi, a w efekcie w końcu obojętni na "medialną papkę"?
Zapraszamy do dyskusji!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz